13. Imagin z Zaynem część 2

Przerwał ją ten ból. Ból który znałaś bardzo dobrze. Tym razem był inny. Czułaś, jakby ktoś wbijał ci nóż w głowę. Upadłaś i zemdlałaś. Zayn zrobił się cały blady. Nie wiedział co zrobić. W panice złapał telefon i zadzwonił po pogotowie.
Obudziłaś się w znanym ci już pokoju. Wszędzie biało. Naokoło jakieś rurki, a w oddali dało się usłyszeć ciche pikanie maszyny, która strasznie denerwuje. Ciszę przerwał skrzyp drzwi. Do środka wszedł lekarz.
- Co z Zaynem. Gdzie on jest?
-Proszę się uspokoić. To pani chłopak?
-Tak, w sumie narzeczony.- Delikatnie się uśmiechnęłaś i znów podniosłaś wzrok na lekarza. – Niedoszły mąż!
- Gratulacje. Miałem przekazać Pani, że Zayn Malik musiał pilnie wyjechać w trasę koncertową po Europie. Nie chciał pani zostawiać, ale zmusił go jakiś Paul. To chyba menager…
Posmutniałaś. Na twarzy nie było widać nawet śladu po uśmiechu. Za to oczy wyglądały jak małe szkiełka. Lekarz zauważył, że nie czujesz się najlepiej, więc wyszedł. Przepłakałaś dobre 2 godziny, po czym przyszedł do ciebie cały sztab pielęgniarek i lekarzy, a obok nich twoi rodzice. Przyjechali tutaj, gdy tylko dowiedzieli się o twoich problemach zdrowotnych. Coś musiało się stać, skoro przyjechali.
- Przykro mi, ale nie mamy dla pani dobrych wieści. – zaczął jeden z przybyłych lekarzy. – Częste i nasilające się bóle głowy są powodem raka mózgu.
Usta ci się nie zamykały, ciało nie ruszało, nie docierało do ciebie co się dzieje, oczy nawet nie mrugnęły. W jednej sekundzie zawalił ci się cały świat. Wszystko. Tak bardzo go teraz potrzebowałaś. Potrzebowałaś wtulić się w niego i zapomnieć o wszystkim, co dzieje się dookoła. Ale jego nie było… Zostawił cie. Tak po prostu. Wiedziałaś, że to nie jego wybór, ani wina. Jakoś tak po prostu nie było łatwo znieść tego naraz. Lekarz mówił dalej.
-Wygląda na to, że jeszcze trochę pani z nami zostanie. Proszę się nie bać, ciągle jeszcze trwają badania. Ale jeżeli mam być z panią szczery, to tego raczej nie da się wyleczyć. Dużo pani nie zostało, więc niech korzysta pani z życia ile się da.
- Bardzo bym chciała – wymamrotałaś pod nosem przez łzy.
To dziwne uczucie budzić się codziennie, otwierać oczy i widzieć biały sufit. Potem rozglądać się dookoła i znów widzieć tylko białe ściany. I ta straszna świadomość, że taki widok możesz widzieć w ostatnich chwilach swojego życia. Z czasem jednak człowiek się przyzwyczaja. Codziennie rano budzić się z tą myślą, że może to być jeden z ostatnich twoich dni. Jedyny widok, jaki dało się dostrzec to ten z szpitalnego okna, a jedyny dźwięk to pikanie maszyn przeplatane ze skrzypieniem drzwi. Ale to już tylko rutyna. Dzień w dzień to samo. Male pytań dlaczego akurat ty, co takiego zrobiłaś, że los tak cię ukarał. Na te pytania nikt nie był w stanie odpowiedzieć.
Dzisiaj, jak każdego dnia otwierając oczy pierwszy widok, to ten obrzydliwy sufit, którego miałaś już po dziurki w nosie. Ale coś było nie tak… Oprócz pikania maszyny usłyszałaś skrzypienie drzwi. Po tej godzinie? To nie ta pora… Może po prostu ci się pomyliło? Postanowiłaś to sprawdzić i niechętnie odwróciłaś głowę. Zza drzwi wyłoniła się znajoma twarz.
- Zayn? Zayn! O boże, co ty tutaj robisz?
- Jak to co? Przyszedłem cię odwiedzić!
Pierwsze co zrobiłaś, to się rozpłakałaś. Potem tysiąc razy przytuliłaś swojego narzeczonego. Przegadaliście pół dnia. Zayn strasznie cię przeprosił, że wyjechał, ale nie miał wyjścia. Powiedział też, że musisz być dzielna i walczyć za was obu, a Zayn będzie ci w tym pomagał i wspierał całym sercem. Nagle zapadła cisza. W tle słychać było pikanie. Tyle, że pikanie było o wiele szybsze. Oczy same ci się zamknęły i słyszałaś już tylko ciągły dźwięk oraz krzyki lekarzy, rodziców i Zayna. Czułaś jak odpływasz. Jak ciało staje się bezwładne i „wypływa” z ramion Malika. Ostatnie słowo, jakie z siebie wydusiłaś to : „Nie zapomnij mnie.” wyszeptane do ucha twojego niedoszłego męża.
*1 tydzień później*
Zayn siedzi w pustym mieszkaniu. W rękach trzyma wasze wspólne zdjęcie i gładzi twój policzek. Łzy płyną po jego policzkach.
-Zayn, jesteś już gotowy? Pogrzeb za pół godziny, chyba nie chcesz się spóźnić?
- Nie, już idę, tylko się pożegnam.
Odstawił zdjęcie na parapet, spojrzał w górę i wyszeptał : „ To moja wina. Nigdy cię nie zapomnę.”

Chciałam tylko dodać, że jak będzie 6 komentarzy, to dodam kolejny imagin ^^

6 Komentarze

  1. Jeju. Najwspanialszy imagin jaki kiedykolwiek w życiu czytałam. Płaczę, aż musiałam iść do pokoju obok po chusteczki.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.