17. Imagin z Louisem

Promienie słońca delikatnie wpadły do twojej sypialni przez okno. Poczułaś je na swojej twarzy. Wstałaś i podeszłaś do okna. Był piękny, grudniowy poranek. Na zewnątrz leżał śnieg, jednak przez mroźną taflę przedzierało się słońce. Dzisiaj jest wspaniały dzień. Wigilia. Mało tego, Louis obchodził dzisiaj swoje 21 urodziny. Zamyślona stałaś w oknie, lecz szybko przypomniało ci się, że ten dzień, pomimo tego, że może być fascynujący, może być również stresujący. Na samą myśl, że czeka cię dzisiaj wizyta u twojej teściowej, zaczął boleć cię brzuch.
-Oh, już wstałaś? – usłyszałaś znajomy głos.
-Louis, ja nie dam rady, za bardzo się stresuje. Przykro mi, ale będziesz musiał iść tam sam.
-Dasz radę, zrób to dla mnie… W moje urodziny? Serio? Zostawisz mnie samego w moje urodziny? I jeszcze wigilia? – spojrzał na ciebie błagalnym wzrokiem.
- Ale… A jak zrobię coś głupiego?
- Nie zrobisz! Prooszę!
- Niech ci już będzie – zgodziłaś się.
- Taak! Kocham Cię! – krzyknął Louis i wybiegł z pokoju. Zamknęłaś za nim drzwi i zabrałaś się za prasowanie ubrań.
Niecałą godzinę później byłaś już odświętnie ubrana i uczesana. Zeszłaś na dół. W łazience zauważyłaś Louisa. Podeszłaś bliżej. Chłopak wsmarowywał sobie w twarz jakiś krem. Przybliżyłaś się i przytuliłaś go od tyłu.
-Gotowa? Za chwilę musimy wyjeżdżać. Długa droga przed nami, jeszcze zatrzymamy się gdzieś na jakieś jedzenie. Co ty na to?
- Gotowa i tak, bardzo chętnie coś zjem – uśmiechnęłaś się i dałaś Louisowi buziaka w policzek. Chłopak oblizał się znacząco. Ty klepnęłaś go w ramię i wyszłaś.
Jechaliście dobre dwie godziny. Po drodze zjedliście jeszcze w jakieś przydrożnej kafejce.
Na miejsce dotarliście około 15. Weszliście do domu, Wszyscy siedzieli już przy stole i czekali na was.
-Są i nasi spóźnialscy! – przywitała was w progu mama Louisa. Wyglądała na miłą i serdeczną.
- Dzień dobry –przywitałaś się grzecznie.
Louis zapoznał cię z wszystkimi, aż w końcu zasiedliście do kolacji.
Wieczór zleciał całkiem miło. Było dużo jedzenia. Mama Louisa okazała się być bardzo miłą kobietą. Również małe siostry chłopaka bardzo cię polubiły. Ciągle chciały się z tobą bawić. Posmakowałaś większość potraw z wigilijnego stołu, ale jednej nie tknęłaś. Śledzie . Nie miałaś najmniejszego zamiaru włożyć ich do ust.
-To [T.I], zjedz jeszcze śledzika. Sama robiłam – Jay uśmiechnęła się do ciebie promiennie.
Louis nałożył ci na talerz kawałek obślizgłej ryby i szepnął, żebyś zjadła chociaż najmniejszy kawałek, tak z grzeczności. Odkroiłaś kawałeczek i włożyłaś do buzi. Zbledłaś na twarzy i poczułaś jak jedzenie z wczoraj podchodzi ci do gardła. Wstałaś od stołu i pobiegłaś do toalety. Za tobą ruszył twój chłopak i jego mama. Pochyliłaś się nad ubikacją i zwymiotowałaś.
-Pani Tomlinson.. Jest mi tak przykro. Nie wiem od czego to może być. Jakoś dziwnie się czuję. Chyba pójdę się położyć.
-Potrzebujesz czegoś? – spytała troskliwie mama Louisa.
-Nie dziękuję. Niczego mi nie trzeba. Chciałabym tylko, ale Loui poszedł ze mną na górę
- Oh, oczywiście. Chodźmy. – Chłopak złapał cię za rękę i zaprowadził po schodach do pokoju gościnnego. Położyłaś się na kanapie i zwinęłaś w kłębek.
-Przynieść ci coś? –spytał.
- Jak możesz, to przynieś mi herbatę.
-Zaraz będę- Chłopak przytaknął i zszedł do kuchni na dół.
Wyciągnęłaś z torebki test ciążowy i weszłaś do łazienki. Po pięciu minutach Loui wrócił już z kubkiem gorącej herbaty w ręce. Postawił kubek na stoliku. Na tapczanie leżałaś ty. Cała rozmazana tonęłaś w chusteczkach. Obok kubka Louis zauważył coś jeszcze. Test ciążowy… Chłopak położył się obok ciebie. Poczułaś jego rękę, która wędruje poprzez plecy aż do brzucha. Na nim się zatrzymał i delikatnie masował. Odwróciłaś się w jego stronę i wtuliłaś się w niego.
-Będę tatą – Louis uśmiechnął się do ciebie i namiętnie pocałował.

Komentuj, komentuj,komentuj, komentuj,komentuj, komentuj,komentuj,komentuj, komentuj,komentuj, komentuj, PROSZĘ KOMENTUJ! ♥

6 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.